Szukaj na tym blogu

Translate

poniedziałek, 13 stycznia 2025

Rodzina Weberów


Rodzina Weberów

Tekst przesłany przez Panią Magdalenę Weber-Faulhaber.
 
W niniejszym tekście zamieszczam kilka informacji o moich przodkach, którzy 13 kwietnia 1940 r. zostali deportowani z Lubaczowa do Kazachstanu. 
 
Z Lubaczowem związani byli tylko przez kilkanaście przedwojennych lat.
Po powrocie z zesłania do Polski, co nastąpiło w drugiej połowie 1945 roku, do Lubaczowa nikt z rodziny już nie wrócił. 
Wykazy Związku Sybiraków związane z deportacjami z Lubaczowa obejmują wprawdzie moich przodków, ale są nieścisłe i niekompletne, stąd uznałam, że należy je uzupełnić. 
 
Mój dziadek Jan Weber ( 1886 – 1951) osiedlił się w Lubaczowie w 1923 roku wraz z żoną Reginą Weber z domu Gonczarow ( 1892 – 1964) oraz trzema synami: Bronisławem (1912 – 2004), Janem juniorem (1913 – 1979) i Józefem (1914 – 1988) – moim ojcem. Podjął pracę w Wydziale Rady Powiatowej w Lubaczowie jako referent finansów komunalnych. Wcześniej pracował w Samorządzie Powiatowym Bóbreckim. Tam rodzina Weberów trafiła w 1920 roku po wieloletniej tułaczce związanej z konspiracyjną działalnością dziadka. Przeniesienie się do Lubaczowa i podjęcie tu przez dziadka pracy miało zapewne związek z faktem przywrócenia Lubaczowowi od 1 stycznia 1923 r. administrowania powiatem i przeniesienia z Cieszanowa starostwa i urzędów, co wiązało się z potrzebą pozyskania kadr urzędniczych. Jan Weber pracował w Wydziale Rady Powiatowej od 1 października 1923 r. do 30 listopada 1934 r. Jednocześnie zatrudniony był również w ordynacji hrabiego Agenora Marii Gołuchowskiego (zajmował funkcję administracyjno-księgową i podlegał doktorowi Henrykowi Friserowi). Miał także należeć do grona organizatorów kampanii BBWR w powiecie przed wyborami parlamentarnymi ( najprawdopodobniej w 1928 lub 1930 roku ). Z zachowanych rodzinnych dokumentów wynika, że rodzina Weberów mieszkała w Lubaczowie przy ul. Trzeciego Maja 47 – Zamek. 
 
Potwierdzenie tej informacji znalazłam w artykule Adama Szajkowskiego zamieszczonym na łamach Kresowiaka Galicyjskiego (nr 12 z 2008 roku). W artykule pt. „Jeszcze o lubaczowskim Zamku” autor wspominał:  
     
 „ W domku - czworakach u podnóża wzniesienia między rzeką a Zamkiem, mieszkali m.in. Weberowie z synami Janem i Józefem, tymi którzy byli potem redaktorami tygodnika „Maszerować”. Ich ojciec pracował w Wydziale Powiatowym. Byli spokrewnieni z Gonczarowem, Weber miał za

Moje życie - lata 1939-1946 - Barbara Michalik


                         Moje życie - lata 1939-1946 - Barbara Michalik

1. Ostatnie przedwojenne lato. Wybuch wojny i wkroczenie Sowietów

Urodziłam się 24.11.1919 r. w Brześciu n. Bugiem w rodzinie Jana Rodziewicza i Katarzyny z d. Skarpetkowskiej. Po zdaniu egzaminu maturalnego w Brześciu rozpoczęłam w 1937 r. studia na Uniwersytecie Stefana Batorego w Wilnie.
Wybuch wojny zastaje mnie w Wilnie. Kopiemy rowy przeciwlotnicze, pełnię wyznaczone dyżury na strychu domu.
W niedzielę, 17 września – jak grom z jasnego nieba spada wiadomość o wystąpieniu Mołotowa i zapowiedź zajęcia przez Związek Radziecki wschodnich ziem Polski.
Ze ściśniętym sercem patrzyliśmy na gorączkowo przygotowywaną ewakuację pobliskiego starostwa, gdy w poniedziałek rano uderza nowa nieprawdopodobna wiadomość: – „Polski lotnik zabił Hitlera, Berlin płonie, polskie wojsko idzie na Prusy !!.” Pobudzeni uliczną plotką wylegamy na ulice, żegnamy żołnierzy kwiatami, cukierkami. Uniesieniu nie ma granic, tym straszniejsze jest wyjaśnienie, gdy ktoś woła: „Wojsko Polskie opuszcza Wilno, ale nie idzie na Prusy, ucieka na Litwę, bolszewicy już są na Lipówce, na przedmieściu!!!” Nocą toczą się walki o dworzec kolejowy, o most na Wilii. Walczyła młodzież.

19 września przed bramą naszego zabytkowego domu stanął sowiecki czołg. W dużej sklepionej bramie gromadzili się bez przerwy zaniepokojeni i przybici lokatorzy.
Przed Ostrą Bramą klęczące tłumy, szlochając modlą się do Królowej 

Korony Polskiej. Jeżdżące uparcie wojskowe ciężarówki niemal ocierają się o klęczących. Ulice zaśmiecone, wszędzie grupki ludności, przeważnie żydowskiej, otaczają czerwonoarmistów, reklamujących życie w Związku Radzieckim. W pewnym momencie dobiega mnie wypowiedź żołnierza: „u nas nie ma więzień”. Tego nigdy bym nie wymyśliła! Propaganda do obłędu, żołnierze w burych szynelach, broń na parcianych pasach, buty z cholewami brezentowymi, nasyconymi dziegciem. Przeżywamy dekorowanie miasta czerwonymi szmatami. Pamiętam, jak wszyscyśmy, lokatorzy domu, płakali, gdy dozorczyni, także płacząc wyniosła z domu biało-czerwoną flagę i oddzierając białą część – zawiesiła czerwoną resztę na bramie.
Po uruchomieniu komunikacji i ogłoszeniu zarządzenia obowiązującego ludność napływową do opuszczenia miasta – wróciłam do Brześcia, do rodziców.
2. Życie w Brześciu

Rodzinne miasto stało się obce. Wszędzie obcojęzyczne napisy, niezrozumiałe szyldy. Czułam się analfabetką, pozbawioną szans na